Tak o to znalazłam się w Wielkiej Sali. Siedziałam przy stole ślizgonów i popijałam Earl Grey'a i wpatrywałam się tępo w drewniany stół.
-Musi ci się nudzić.. - usłyszałam smutny głos obok siebie.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam ducha Krwawego Barona. Na jego stroju były srebrzyste plamy krwi. Uśmiechał się do mnie smutno.
-Słucham? - lekko się obudziłam.
-Skoro nie jesteś na treningu to albo cię to nudzi, albo jesteś smutna - stwierdził.
-Raczej to drugie - westchnęłam
-Chodzi o jakiegoś chłopca? - przekręcił lekko głowę na prawo.
Zacisnęłam powieki by powstrzymać łzy. Wzięłam duży łyk herbaty i przełknęłam głośno napój.
-Tak o chłopaka -wychrypiałam.
-Daj mi zgadnąć.. - oparł nogi o stół - Jest w innym domu?
-Tak.. - lekko załamał mi się głos.
-Kochasz go?
-Znam go jeden dzień! - zaprzeczyłam - Ale jest moim przyjacielem... Miał być ze mną w Domie Węża...
-Tak samo jak Helena - kiwnął głową.
-Helena Ravenclaw? - "Tą, którą zabiłeś?" - dodałam w myślach.
-Byliśmy przyjaciółmi, ale nas rozdzielono.. - powiedział zbolały Baron.
-Maggie? - usłyszałam znajomy głos.
-Syriusz? - odwróciłam się w stronę drzwi wejściowych.
Black stał na progu, miał potargane włosy i pąsy na twarzy. W jego oczach nadal widziałam euforię. Podtrzymywał spoconego orzechowo-okiego chłopaka, a obok stał ich wysoki brązowowłosy kolega. Spojrzałam na miejsce, gdzie siedział Baron, ale go już nie było.
-Coś się stało? - spytał zmartwiony.
-Nie, nie - machnęłam ręką - Leć...
-Zostaw tą ślizgonkę! - powiedział zmęczony - Pewnie nie jest lepsza od Snape'a!
Syriusz rzucił mi pełne zmartwienia spojrzenie. Podał kolegę pod opiekę drugiego i ruszył w moją stronę.
-Syriusz! No bez jaj! - krzyknął za nim
-Zamknij się debilu! Zobacz jaka to laska - skarcił go drugi.
Zalałam się rumieńcem i spuściłam wzrok. Usłyszałam jak Syriusz się zbliża, po czym niepewnie siada na przeciwko mnie.
-Fajnych masz znajomych.. - stwierdziłam sarkastycznie.
-Nie są tacy straszni jak się ich lepiej pozna.. - skomentował z drwiącym uśmiechem.
-Czemu tak bardzo ten koleś nie lubi Snape'a?
-Po pierwsze to jest James Potter, a po drugie.. ma w tym drugim trochę racji. Snape jest dwulicowy. Udaje, że lubi tą całą Evans, na którą leci James, a kiedy ona nie patrzy to wyzywa każdą szlamę jaką zobaczy.
-Może to wina Lucjusza.. - próbowałam go bronić.
-Mówisz o tym blondasku co się do ciebie przystawiał na Eliksirach? - warknął spode łba.
-Na Elisksi.. masz ze mną Eliksiry?! I czemu do mnie nie podeszłeś? Moglibyśmy siedzieć razem!
-Ale ty jesteś ŚLIZGONKĄ! - krzyknął.
-I mówi ten co jest urodzonym Gryffonem... - powiedziałam z niedowierzaniem.
Zaczęliśmy się mierzyć na wzrok. Ta walka by się nigdy nie skończyła, gdyby nie upadł przed nami list. Na kopercie widniał ciemny napis "Syriusz Black". Gryffon podniósł list i otworzył go pośpiesznie. Rzucił go z wściekłością na stół i niemal wybiegł z sali. Zerwałam się na równe nogi i w biegu pochwyciłam jego przesyłkę. Gnając za nim zaczęłam czytać.
"Drogi Syriuszu Black'u,
proszę zgłosić się natychmiastowo do gabinetu dyrektora. Przybyli pana rodzice w sprawie przeniesienia pana do Slytherinu.
Albus Dumbledore"
O boże. Przyśpieszyłam by go dogonić. Stał już przed drzwiami do gabinetu dyrektora. Próbowałam uspokoić oddech. Syriusz też dyszał, ale z wściekłości.
-Wejdziesz ze mną? - spytał łamiącym się głosem.
-Nie wiem czy mogę...
-Proszę..
-Jeśli tego chcesz - ścisnęłam jego rękę, tak jak on podczas przydziału.
Pewnym krokiem wszedł do środka ciągnąc mnie za sobą. W gabinecie dyrektor Albus siedział przy swoim wielkim biurku, a na przeciwko niego siedzieli prawdopodobnie rodzice Syriusza.
-O witaj mój drogi - odezwał się sennym głosem Dumbledore - Widzę, że przyprowadziłeś ze sobą pannę Lestrange...
-Ją też namówiłeś do tego wariactwa?! Kolejna jest splamiona hańbą? - podniosła głos pulchna kobieta o szarych włosach.
-Kochanie proszę spokojnie... - powiedział ze stoickim spokojem złoto-oki mężczyzna. - Rozmawiałem już z Lestange'ami i wszyscy trafili do Slytheriniu.. może ta dziewczyna mu przemówi do głowy...
-Dobrze dobrze - uspokoiła się - Siadajcie dzieci...
Spojrzałam nerwowo na dyrektora, który uśmiechał się przyjaźnie. Usiedliśmy obok mamy Syriusza i czekaliśmy.
-Mówię ci Albusie - wywarczała kobieta - Mój syn jest ślizgonem, tak jak my, tak jak jego brat i tak jak nasi przodkowie.. Ta tiara się pomyliła!
-Droga Walburgo, tiara jest nieomylna. Jednak jeśli tak bardzo chcesz się spierać, możemy założyć tiarę raz jeszcze.
Syriusz zrobił wielkie zaskoczone oczy i spojrzał na mnie ze strachem. Ścisnęłam jego dłoń. Chciałam mu powiedzieć będzie dobrze, ale w głębi serca pragnęłam żeby był Ślizgonem. Profesor Albus wyciągnął brudną i starą tiarę. Założył ją na głowę chłopaka.
-Hm... Myślałam, że mam już to za sobą - wykaszlała czapka - Gryffindor.
-Mylisz się! Mój syn nie jest głupim Gryfonem! Jest ślizgonem tak jak ja, jego ojciec, jego brat i...
-Droga pani.. - wycharkała tiara - Nie dyskutuję nad waszymi więzami krwi. Stwierdzam, że wasz syn jest wierny i odważny. Dlatego należy do Gryffindoru...
Kobieta zaczęła się czerwienić i otworzyła usta by zacząć krzyczeć, ale ubiegł ją jej mąż. Podniósł się z krzesła i poprawił szatę.
-Mój syn przeżywa teraz ciężki okres dorastania. Mąci mu się w głowie... On CHCE być w Slytherinie. Gryffindor to dom wroga.
-Czyżby? - zapytała się tiara.
Wszystkie spojrzenia w pokoju zwróciły się w stronę Syriusza. Wziął nerwowy wdech i ścisnął mnie za rękę.
-Chcę być w Gryffindorze... - wykrztusił.
Nagle usłyszeliśmy skrzek za nami. W małym gnieździe rubinowy ptak zaczął płonąć. Pisnęłam zaskoczona jego nagłą śmiercią. Wydał z siebie ostatni dźwięki i spłonął. Nagle z czarnych popiołów wyłonił się podobny, ale o wiele mniejszy ptaszek, który piszczał słabo.
-Oh.. Fawkes ty staruszku... - zaśmiał się Dumbledore i podszedł do feniksa - Znowu się odmładzasz? - pogłaskał go delikatnie.
Matka Syriusza wstała. Z obojga rodziców biła pogarda i wściekłość. Pan Black zmierzył syna rozczarowanym wzrokiem.
-Jesteś pewien, że tak chcesz zakończyć to spotkanie? - spytał wściekły.
-Maggie - spojrzał na mnie - Jeśli będziesz ze mną rozmawiać, mimo tego, że nie jestem w Slytherinie to zostanę w Gryffindorze... Ale będziesz?
-J... ja - brakowało mi słów - Zawsze będę z tobą rozmawiać Syriuszu...
Uśmiechnął się zadowolony, ale jego rodzice chcieli mnie rozszarpać. Oboje wstali, pani /black wyciągnęła różdżkę i skierowała w moją stronę.
-Ty mała zdradziecka...!
-Pani Black! - huknął dyrektor - Proszę schować swoją różdżkę! To przecież dziecko!
-Będziesz wydziedziczony - syknął Pan Black - a ty... wiedz, że po powrocie nie będziesz więcej Lestrange!
Po czym oboje wyszli z gabinetu dyrektora. Przytuliliśmy się z Syriuszem. Zaśmiał się cierpko.
-Jakim cudem z taką odwagą nie jesteś Gryffonką?
Ruszyliśmy do wyjścia, spojrzałam jeszcze w stronę odrodzonego stworzenia. Czarodziej w szarej szacie nadal delikatnie go głaskał.
-Panno Lestrange? - usłyszałam niski głos dyrektora.
-Tak słucham? - odwróciłam się tuż przy drzwiach.
-Umie panna przyjąć cios. To ważna cecha bo to oznacza, że wie panna, że duma to nie wszystko. Jednak przypomnę, że czasem warto oddać.. - uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
-Dzi... dziękuję... - wydusiłam.
Poszłam w ślad za Gryfonem. Czekał na mnie tuż przy schodach. Jego twarz była zakryta przez loki. Odgarnęłam je z jego twarzy.
-Odprowadzę cię do twojego domu - zaproponował.
Kiwnęłam ochoczo głową i ruszyłam zanim w dół. Zbiegaliśmy przeskakując po kilka schodków i śmialiśmy się. Wolni od zmartwień rodzinnych. Stanęłam razem z Syriuszem pod obrazem przy wejściu.
-Obiecaj mi - ścisnął mnie za rękę - że nie przestaniesz ze mną rozmawiać..
-Nie mogłabym - uśmiechnęłam się - jesteś moim najlepszym przyjacielem...
Black przytulił mnie i odszedł. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na wejście. W szkole wszystkie wieści się szybko rozchodzą. Czy ślizgoni już wiedzieli...?
Wypowiedziałam hasło i przeszłam przez obraz. Weszłam do pokoju wspólnego, który nie był pusty. Rudolf stał na przeciwko wejścia i wpatrywał się we mnie ze wściekłością, na krześle obok niego siedziała Bellatriks. Na kanapie przy kominku siedział Lucjusz wraz ze swoimi kolegami i Narcyzą. Pod ścianą czaiła się Andromeda patrząc na mnie przepraszająco.
-Jak mogłaś zdradzić swój ród? - usłyszałam syknięcie obok głowy.
Odskoczyłam od dźwięku jak oparzona. Stał za mną Snape. Cofnęłam się kilka kroków i natrafiłam na własnego brata.
-Wiesz co miałem ci dzisiaj dać?! - niemal krzyczał - Miałem ci dzisiaj dać list od rodziców jak bardzo są z ciebie dumni, że jesteś w naszym domu! A wiesz co jutro przyjdzie? List, który skreśli cię z naszej linii rodu!
-Przestań! - krzyknęłam - Rudi proszę! Nie zrobiłam nic złego!
-Przez ciebie głupia dziewucho, mój kuzyn jest Gryffonem! - ryknęła Bella. - Moja ciotka nigdy się nie pozbiera po takim czymś!
-To nie była moja wina! - podeszłam do brata i chciałam go dotknąć - Rudi proszę cię...
-Nie jesteś moją siostrą - wyciągnął w moją stronę różdżkę - Jesteś nie lepsza od zwykłej szlamy..
-Braciszku... - łzy cisnęły mi się do oczu.
-Mówiłem, że nie jestem twoim bratem! - ryknął z furią i zamachnął się różdżką - Depulso!
Zaklęcie odrzuciło mnie na dwa metry tak, że upadłam. Od razu wstałam na nogi. Może i go kochałam. Jednak nie pozwalam sobą pomiatać.Wyciągnęłam swoją różdżkę i machnęłam w jego stronę.
-Bombarda maxima!
Z mojej różdżki wyleciała mgiełka, która po chwili zamieniła się w wielką eksplozję, która wyrzuciła mojego brata w powietrze, zostawiając wielką dziórę w podłodzę.
-Rudolf! - huknęła na mojego brata Bella. Brzmiało to bardziej jak wezwanie do walki niż strach o jego życie...
-Na boga co się tu dzieje! - usłyszeliśmy schodzącego prefekta po schodach.
Lucjusz zerwał się z kanapy i wycelował różdżką w chłopaka. Jego oczy były pełne szaleństwa. Obudzony cofnął się przerażony.
-Sprawy rodzinne Mike.. Nie chcesz się w to mieszać bo stałaby ci się krzywda...
Mike zająknął się i spojrzał w moją stronę. Po chwili już go nie było. Rudi podnosił się właśnie z podłogi z pomocą Avery'ego. Ciekła mu krew z nosa, którą otarł rękawem.
-Severusie - syknął - pora przetestować twoje czary...
Wszyscy w pomieszczeniu spojrzeli na niego. On sam wyglądał na mocno zszokowanego. Moje serce biło jak szalone. "Jego czary"?
-One nie są jeszcze dopracoane bo...
-Użyj ich! Ale już! - rozkazała m dotąd milcząca Narcyza.
Snape zawachał się. Podniósł rękę by machnąć różdżką w moją stronę ale jego ręka zawisła w powietrzu. "Nie zrobi tego" pomyślałam. Lecz nagle zostałam ugodzona szmaragdowym czarem.
-Levicorpus! - krzyknął.
Nagle wygięłam się w pół, a moje kostki znalazły się nad moją głową. Nagła zmiana zzrobiła chaos w moim błędniku. Wisiałam w powietrzu z wrażeniem związanych kostek. Snape zaczął wymachiwać ręką we wszystkie strony, a moje bezwładne ciało wirowało w powietrzu.
-Wiemy, że stać cię na więcej! - rzuciła kąśliwą uwagę Bella.
-Ja.. ja nie wiem... - powiedział przerażony chłopak i opuścił różdżkę, a ja upadłam ciężko na głowę.
-Snape... - podszedł do niego Avery i zaczął coś szeptać mu do ucha.
Podniosłam się na łokciach i dotknęłam głową bolącego miejsca. Ciekła mi krew. Kleiły mi się od niej włosy. Nachyliła się nade mną Bellatriks.
-Oni nie mają do tego jaj.. - zaśmiała się - Crucio!
-Nie! - krzyknęłam jednocześnie z paroma osobami.
Nagle wykrzywił mnie paraliżujący ból. Wydałam z siebie nieludzki dźwięk. Moje ciało wykrzywiło się pod siłą niewyobrażalnego cierpienia. Myślałam, że umieram. Albo chciałam umrzeć.
-Bella! - krzyknął Rudolf i złapał za jej dłoń, a zaklęcie ustąpiło.
Opadłam bez siły na ziemie. Płacząc niczym małe dziecko. Dlaczego to się nie mogło skończyć? Dlaczego musiałam poznać Syriusz Blacka?
-Kontynuuj Severusie. - rozkazał Lucjusz.
-Sectumsempra! - huknął wojowniczo ośmielony.
Nagle staciłam oddech. Mój brat okrył ramieniem Black'ówne i odszedł patrząc z pogardą. Lucjusz i jego grupa uciekli do swoich pokoi. Poczułam jak krwawię, ale już nie tylko z głowy. Moje ciało krwawiło wszędzie. Chciałam krzyczeć, ale brakowało mi powietrza.
-Potwory! - ryknęła Andromeda - Won mi stąd zanim ja zacznę rzucać czarami! Świnie! - uklękła przy mnie - Oddychaj Maggie proszę! Sprowadzę pomoc poczekaj tu błagam!
Zaczęłam oddychać. Jednak nie wiedziałam czy to był taki dobry pomysł bo poczułam każdą zadaną ranę dużo mocniej. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Andromedy nie było.. Nie było jej całą wieczność... W końcu poddałam się ciemności...
***
Zachłysnęłam się powietrzem i podniosłam z pozycji leżącej. Miałam szeroko otwarte oczy i nie wiedziałam gdzie się znajduję. Od razu poczułam kujący ból w klatce piersiowej.
Zobaczyłam siedzącą obok na białym Andromedę, która spała jak zabita. Nie chciałam jej budzić. Wszystko było tu takie białe... Skrzydło Szpitalne. Zaczęłam się rozglądać wokół siebie i uzmysłowiłam sobie, że po mojej lewej siedzi... Syriusz Black. Miał głowę odchyloną do tyłu i rozdziawione usta. Chrapał. Na łóżku za nim leżała kupa Gryfonów. Rozpoznałam Jamesa, który się ślinił i tego wysokiego, którego imienia nie poznałam. Znalazł się tam też tam jakiś gruby blondyn, którego szczerze mówiąc nigdy nie widziałam. Spojrzałam na zegarek. Była czwarta rano. Położyłam się znowu na białej poduszce.
Czy właśnie zostałam odratowana po tym jak mój brat i jego dziewczyna próbowali mnie zabić? Zaczęłam gorzko płakać, na tyle cicho by nie obudzić nikogo.
Czy właśnie zostałam odratowana po tym jak mój brat i jego dziewczyna próbowali mnie zabić? Zaczęłam gorzko płakać, na tyle cicho by nie obudzić nikogo.
______________________________________________
_____________
Hey hey dziękuję wszystkim za czytanie :> Jeśli ktoś dalej czuwa nad rozdziałami to dziękuję
_____________
Hey hey dziękuję wszystkim za czytanie :> Jeśli ktoś dalej czuwa nad rozdziałami to dziękuję
za wytrwałość bo potrafią być długie xD
Prosiłabym też o chociażby "czytam" w komentarzu ;3
Prosiłabym też o chociażby "czytam" w komentarzu ;3